Prosta recepta na lepsze wyniki wyborów
A do tego prostym ludziom łatwiej w głowie zamieszać -- a takich jest większość.
To jak wyfiltrować sensowniejsze głosy nie naruszając przy tym demokracji? Znalazłem na to prostą receptę:
Wystarczy w odpowiedni sposób skomplikować procedurę samego wyboru (ale dać szczegółową instrukcję na karcie do głosowania), trzymać to w tajemnicy do samego końca, tak, żeby człowiek tę instrukcję przeczytał dopiero w momencie głosowania. Tym sposobem głupcy oddadzą głosy nieważne i szansa, że naród wybierze lepiej -- wzrośnie.
| 15 komentarzy |
I jak tu nie powtarzać sloganów, że politycy mają nas gdzieś?
Dzień dobry.
Chciałem przeczytać program Państwa partii, jednak na stronie platforma.org jest on dostępny jedynie w formacie Microsoft Word. Gdzie mógłbym sobie przeczytać (lub ściągnąć) program w wersji bardziej przyjaznej użytkownikowi Internetu, np w wersji HTML lub PDF?
Mam nadzieję, że udostępnienie Państwa programu jedynie w zamkniętym formacie (na dodatek poprawnie obsługiwanym przez drogą, komercyjną aplikację) to jedynie przeoczenie. Mam również nadzieję, że gdy Platforma Obywatelska będzie partią rządzącą w Polsce, zwrócą Państwo na to uwagę i będą dążyć do używania zalecanych przez Unię Europejską otwartych standardów.
Pozdrawiam
Tak jak się domyślałem, pozostał bez odpowiedzi, więc sporządziłem następnego:
Dzień dobry
12. września napisałem na ten adres mail (o tytule 'Format pliku z programem partii'), który pozostał bez odpowiedzi z Państwa strony. Muszę przyznać, że tamten list był swojego rodzaju testem. Posiadam wielu znajomych (młodych ludzi), którzy nie chcą uczestniczyć w zbliżających się wyborach twierdząc, że politycy tak czy siak nie interesują się zwykłym obywatelem. Chciałem im udowodnić, że tak nie jest i porozsyłałem do różnych partii maile z pytaniami, które aktualnie mnie dręczyły.
Wszystkie z tych maili pozostały bez odpowiedzi.
Proszę mi powiedzieć jak mam teraz wytłumaczyć znajomym, że społeczeństwo obywatelskie to nie mit, politycy naprawdę przejmują się obywatelami, że adresy kontaktowe na stronach partii nie są tylko po to, żeby były, oraz że warto wziąć udział w wyborach.
Pozdrawiam
PS. Treść poprzedniego oraz tego listu została opublikowana na ogólnodostępnej stronie WWW
Ciekawe, czy tym razem odpiszą...
| 11 komentarzy |
Przemyślenia dwóch ludzi o studiach i trochę o polityce.
Sesja trwa. Tzn już prawie koniec, jeszcze jeden egzamin. I mnóstwo stania w kolejkach po wpisy - to jest najgorsze. Dzisiaj stałem dwie godziny, niektórzy nawet po cztery. Po jeden wpis.
Miałem w tym semestrze fajne nawet wykłady z rozległych sieci komputerowych, no ale cóż. Wykładowca musiał przystosować się do poziomu panującego na uczelni i jak tylko chciał powiedzieć o czymś ciekawszym, tzn. trudniejszym, to wszyscy tak jęczeli, że rezygnował. Tak samo Pelc, jak mówił o rutingu... Jak były algorytmy (dosyć ważna rzecz na informatyce) to mieliśmy 1h zajęć tygodniowo. Za to laborki z elektrotechniki - 2 godziny tygodniowo. Kurwa.
A na automatyce na PWr tak samo. Jakiś profesor zaproponował studentom zaprojektowanie samobieżnej kosiarki, no i zabrali się ludzie z roku ode mnie za myślenie. Jak zacząłem czytać o ich pomysłach, to mi ręce opadły, lekko mówiąc. Może i dobrze im idzie wkuwanie analizy, fizyki, półprzewodów itd, ale żeby wymyślić coś, co da się zbudować, będzie sensowne i będzie działać, tooo już przerasta możliwości moich współstudentów :) A jak napisałem im, jak wg mnie to powinno działać, to nie znalazłem zrozumienia. I dalej roztaczali swoje wizje o GPSach w kosiarce... Chyba żeby się nie zgubiła jak będzie kosić lasy równikowe ;) Temat umarł śmiercią naturalną oczywiście.
Czasem mi się wydaje, że się cofam na tym PO, dużo przedmiotów zaliczam już na początku semestru. Np. assemblera i programowanie systemowe.
Z kolei na PWr takiego wrażenia nie odnoszę. Uczelnia nie daje odpoczywać moim szarym komórkom, zwłaszcza przed sesją. Tylko wieelka szkoda, że wszystkie rzeczy, których się uczę, są mi w ogóle niepotrzebne, np teoria półprzewodników. Teoretycznie chyba ten kurs miał uczyć od czego są diody, tranzystory itd. I jak ludzie wiedzieli o takiej diodzie wszystko, jej budowę wewnętrzną, proces produkcyjny, wszelkie jakieś tam poziomy energetyczne, tak jak niektórych widziałem, jak mieli badać taką diodę na laborkach i ich sposoby łączenia obwodów i podłączania do nich przyrządów pomiarowych, a także ogólne pojęcie, to brak słów.
Aż się ostatnio ucieszyłem, jak mogłem dla brata kolegi z klasy napisać program do czytania kodów kreskowych z obrazków, bo pierwszy raz od dawna zrobiłem coś sensowengo. A nie tylko w kółko mnożenie/dzielenie/dodawanie i odejmowanie liczb zmiennoprzecinkowych w assemblerze i konwersje między HEX, BIN, OCT I DEC.
Operacje zmiennoprzecinkowe w asm to też jest mądry wymysł nie wiem kogo. Pełni funkcję obrzydzacza.
Uczy się rzeczy zupełnie oderwanych od praktyki, nie wiem, że też tylu "mądrych" profesorów i doktorów na tych uczelniach nie może tego zauważyć. "Mądrość" profesorów widzę zwłaszcza teraz, w ich super genialnych, zoptymalizowanych algorytmach i procedurach wypisywania indeksów studentom. Generującym kolejki i uprzykrzającym życie zarówno mądrym profesorom jak i studentom.
Uczelnia przyjazna studentom
Najbardziej rozpierdalają mnie zapisy na w-f, czy języki np. na Uniwersytecie Opolskim. Wygląda to tak, że 2 semestry w-f u trzeba zaliczyć do końca 3-ciego roku. Wszystkie wydziały uniwerku (który ma w chuj wydziałów (podobno uniwerek to największy pracodawca na opolszczyźnie)) mają te zapisy w jednym miejscu.
A zapisy wyglądają tak: W jednym wąskim korytarzu stawiają stoły w odległości kilku metrów od siebie, przy każdym stole są zapisy na inną dyscyplinę. I przychodzi tam 1000 studentów ze wszystkich kierunków, i się tam pchają. Tłok jest taki, że jak już jesteś gdzieś w środku, to nie masz szans się przesunąć w żadną stronę. Zresztą, tego się nie da opisać. Tak się wkurwiłem, że zadzwoniłem na straż pożarną, żeby zobaczyli jak UO orgranizuje masowe imprezy i pojechałem stamtąd. I tacy mają mnie później uczyć na ekonomii zarządzania, jak kurwa nie potrafią nawet zapisów na w-f zorganizować sensownie.
Najlepsze jest to, że kolegi dziewczyna chodzi na politologię i tam zapisy na specjalizacje mieli na takiej samej zasadzie, tzn. kto pierwszy ten lepszy. Wyobrażasz to sobie? Oczywiście silni chłopacy pozapisywali się gdzie chcieli.
A co po studiach?
A ta kosiarka wspomniana wcześniej, to dobry pomysł na biznes. Ale jej nie buduję. Jestem zbyt leniwy. A czym się będę zajmował później? Po studiach lecę do Hiszpanii, zatrudniam się jako informatyk od wymieniania tuszów w drukarkach w jakimś biurowcu. Praca od 8 do 15, a resztę czasu będę się opierdalał na plaży. Zarabia się tam 3-4x więcej niż w PL aktualnie, więc za wymianę tuszu 3000-4000 zł nawet starczy mi na życie.
Ambicje? Po co mam być ambitny? Czymś, co mnie interesuje, będę się zajmował po pracy.
Ja miałem nawet bardziej radykalną opcję - lecieć do Gwatemali, do dżungli. Ale za bardzo mnie już chyba ta cywilizacja uzależniła i tak to nie dam rady :)
Taka jest prawda. Pracować tak, żeby ci praca dawała 100% satysfakcji, nie mieć marudzących szefów itd.. To jest promil ludzi, którym się tak udaje. Generalnie ludzie wpadają w spiralę 'teraz popracuję więcej, ale za 3-4 lata się dorobię i wakacje do końca życia'. I te 3-4 lata nigdy nie następują. Ktoś pracuje coraz więcej i więcej, stresy, brak czasu dla siebie, dla ewentualnej rodziny - i budzi się z ręką w nocniku. Tak żyje 40% ludzi - karierowicze. 58% żyje tak, żeby starczyło od pierwszego do pierwszego i karierą nie bardzo się przejmuje.
A w pozostałych 2% jest np. Cejrowski, który robi naprawdę to, co lubi. W dupie ma wszystko, lata sobie do dżungli. Ale on odważył się zrobić coś, na co mało ludzi ma odwagę - przerwał studia i poleciał sobie, bo chciał. A teraz robi na tym jeszcze przy okazji dupną kasę, bo za niezłe siano wozi zblazowanych menedżerów wielkich koncernów na wycieczki do amazonii, poza tym wydaje książki itd.
Niedawno prof. Stanisławski zrobił sobie małą dygresję na wykładzie. Opowiadał, że pracy dla informatyków jest bardzo dużo, że duże firmy szukają pracowników: Nokia, Siemens, itp. Ale jeżeli chcemy pracować w takiej firmie to musimy się liczyć z tym, że trzeba się poświęcić, pracować po 12 godzin dziennie albo więcej, itd.
Druga historia: tym razem Uniwersytet Opolski, kierunek ekonomia. Przyjechał jakiś profesor z komisji akredytacyjnej i przyszedł się spotkać ze studentami. No i mówi, że wybierając takie studia powinniśmy mieć w sobie poczucie misji, bo pracując jako menedżer musimy się liczyć z pracą po 14 godzin dziennie.
No więc ja sobie myślę, po chuj mi taka praca? Przecież to jest normalne niewolnictwo, tyle, że płacą dużo.
Wątek prezydencki
Na kogo by tu głosować? Nie mam pojęcia.. z aktualnej stawki Borowski albo Tusk. Liczyłem na partię demokratyczną że wystawi kogoś konkretnego, a wystawili... BABĘ.
Na pewno nie na PiSiorów ani LPRowców. Kaczor z kompleksami, już mnie to wkurwia, wszędzie widzą agentów, teczki itd. A jebie mnie to :)
Może przejrzeć ich programy gospodarcze? Zobaczyć, jakie mają propozycje?
Ale to jest pic na wodę. Jeśli chodzi o prezydenta, to trzeba moim zdaniem zwracać uwagę na wypowiedzi na tematy niezwiązane z polityką i to, jakim ogólnie ziom jest człowiekiem, poza tym prezydent w polsce to i tylko figurant. Ma być reprezentatywny i tyle.
Liczy się parlament. Ja będę chyba na PD głosował. Powiem szczerze.. Frasyniuk był chyba w 'Co z tą Polską' i po tym był jakiś czat. Wszedłem nawet na ten czat i o ile wszyscy politycy pierdolą swój polityczny FUD i mnie śmiech pusty ogarnia, jak go słucham, to o tyle Frasyniuk FUD'ował tak, że przyznałbym mu rację. Co więcej, gadał tak, że sam bym tego lepiej nie wymyślił ;)
A o czym gadał? Hehe, w sumie nie pamiętam. Pamiętam o komisjach tylko, że to pic na wodę i od sprawiedliwości są sądy, a nie jakieś spolityzowane, wydumane komisje. Ale ogólnie gadał na wiele tematów.
A mnie głównie interesuje, żebym czasem nie zagłosował na oszołomów, którym po wyborach przyjdą do głowy skurwysyńskie pomysły w stylu: podwyższanie podatków, wprowadzanie nowych 90% progów podatkowych dla najbogatszych, zwiększanie akcyzy na olej opałowy w "celu eliminacji szarej strefy", zwiększanie akcyzy na gaz do samochodów "bo to jest nieuczciwe, że niektórzy na gazie jeżdzą tak tanio a inni na beznynie drogo". Poza tym chciałby, żeby wygrał ktoś, kto rozumie, że trzeba wypierdalać urzędników z urzędów i upraszczać różne procedury.
Ale wszyscy by wypierdalali urzędników, a z drugiej strony trzeba zauważyć, że państwo jest dupnym pracodawcą. Pomyśl o tych wszystkich ludziach - urzędnikach wyrzuconych na bruk. Bez kwalifikacji, bez przyszłości.
PiS-owcy mają jeden fajny pomysł, proponują zwolnić z obowiązku płacenia ZUS-u nowych przesiębiorców na okres 2 lat. Ale przy okazji są ultra-konserwatywni. Wprowadzą ci coś takiego, a przy okazji zakaz handlu w niedzielę na przykład. A takiego czegoś bym nie zniósł, chyba bym poszedł do ich biura poselskiego i zbluzgał kogoś.
Hehe, to silne postawy obywatelskie. Ale niestety, nieskuteczne. W ogóle, są w Polsce jakieś skuteczne? Samemu pchać na polityka? Może i miałem kiedyś taki pomysł, ale czytałem o młodych politykach. Idziesz z ideałami i albo się ideałów wyzbywasz i robisz to co ci każą i awansujesz, albo zostajesz z ideałami i parzysz kawę w biurze poselskim na zadupiu.
Bo nasze społeczeństwo ma postawy roszczeniowe, poza tym właśnie wątpię, żeby dało się zajść wysoko nie babrając się w gnoju. Dużo ludzi zapisuje się np. do młodzieżówek, ale szybko odchodzi, bo widzi, że to gówno jest i na to nie ma rady. Najgorsze jest to, że awansują właśnie takie dupowłazy albo dwulicowe chuje. Liczyłem na to, że z młodym pokoleniem zmieni się obraz polskiej polityki, ale jak przeczytałem opinie ziomków z wewnątrz, to sobie dałem spokój z tymi nadziejami.
Jak się patrzę na sondaże wyborcze, to widzę, że nic się nie może zmienić na lepsze, bo my po prostu mamy takie społeczeństwo. Nic się nie może zmienić na lepsze, skoro ogromna większość społeczeństwa (ponad 50% tych którym w ogóle chce się głosować) popiera populistyczne partie. Poza tym, nie ma ludzi w sejmie, którzy mają jaja, żeby wprowadzić w życie konieczne zmiany. Jaka partia by nie doszła do władzy musi się układać pod społeczeństwo.
A zobacz sobie przykład Estonii. Estończykom kiedyś tam się zdarzyło wybrać jakąś liberalną partię i w parę lat tak się wyjebali, że masakra. Stały wzrost gospodarczy na poziomie 4-10% od chyba 10 lat. Chyba nie znalazło by się na świecie przykładów, że wprowadzenie liberalnej polityki gospodarczej przyniosło złe skutki w długim okresie. Chuj mnie strzela, jak widzę w telewizji tą gadkę szmatkę o tym, że polacy powinni być przedsiębiorczy, że powinni zakładać działalność gospodarczą, samozatrudniać się, wydają w chuj pieniędzy na jakies bezsensowne programy, reklamy, chuja warte szkolenia dla bezrobotnych, a ogromna większość ludzi nie może wystartować tylko dlatego, że od początku dobija ich płacenie po 700zł ZUS-u miesięcznie.
Potrzebne są zmiany!
Sam już się nie raz spotkałem z bezsensem tego kraju, np. daję korepetycje studentom, z różnych przedmiotów. Głównie języki programowania - Java, C, C++, asembler x86 i '51. Dzwoni do mnie dzisiaj np. koleś, że potrzebuje dodawanie dwóch liczb 8-bitowych w asemblerze. Biorę od niego 50zł za program z tłumaczeniem. W godzinę mogę spokojnie przy nim napisać program tłumacząc mu go od razu, a koleś jest zadowolony jak nie wiem, bo powiedz szczerze, ilu nauczycieli informatyki byłoby w stanie mu pomóc? 90% absolwentów informatyki w Opolu nie umie po studiach prawie nic.
Bo zjebany jest program nauczania na uczelniach. Nigdzie nie kładzie się nacisku na zrozumienie. Trochę obserwowałem jak się ludzie uczą np. matematyki albo fizyki na uczelni. Niby matmy nie da się nauczyć na pamięć, a jednak studenci potrafią. Bo powiem szczerze, że te programy na uczelniach, w ogólnych założeniach, są w sumie mądre i przemyślane. Wszystko zależy od wykładowców jak przekażą tę wiedzę. No i właśnie to wykonanie jest chujowe. Bo moim zdaniem umiejętność policzenia pochodnej jest bezużyteczna, jak się intuicyjnie nie czuje co to jest pochodna.
Zauważyłem też, że może i wykładowcy są mózgami. Ale studentów mają praktycznie w dupie. Nawet im się po części nie dziwię, bo takich studentów-z-powołania jest może 10%. Też bym pewnie po 5 latach pracy jako dr na uczelni miał to już wszystko w dupie.
Politycy i socjologowie się jarają że wzrasta poziom wykształcenia Polaków. A chuja. Tylko na papierze. Jak 30 lat temu ktoś skończył studia, to coś znaczyło. Że ten człowiek rzeczywiście coś potrafił, bo studentów było mało, więc wykładowcy mogli się im bardziej poświęcić.
Poza tym uczelnie nie miały interesu w masowej produkcji absolwentów, a teraz ukończenie studiów nie jest żadnym problemem nawet dla największego głąba. Dlatego się mówi, że studia nie są dla mądrych ale dla wytrwałych. Jest tak, że ty nauczysz się na 3 i dostaniesz 3, ale 10 twoich kolegów nie umie na 3, a też dostanie 3, bo nie można ich wszystkich przecież wyrzucić.
Oczywiście, zdarzają się też inni prowadzący, tacy, co nie boją się uwalić. Wchodzi na salę taki dr Matacz i mówi: "Będziemy się tutaj uczyć teorii obwodów. Jestem tutaj dyrektorem zakładu teorii obwodów i szczycę się tym, że jestem kontynuatorem tradycji, która mówi, że w historii PWr nie zdarzyło się tak, że podczas jednego semestru ocenę 5.0 miała więcej niż jedna osoba. Poza tym, przedmiot jest bardzo trudny, a najlepsze jest to, że jest stuprocentowa szansa, że nie przyda wam się on w pracy zawodowej"
Ale to, że ktoś tępi, nie znaczy, że to prowadzi do większego poziomu wiedzy u studentów. Bo większość studentów nie jest w stanie się tego tak na prawdę nauczyć, tzn. nauczyć = zrozumieć. Przecież wiem, jak się ludzie uczą. Uczą się schematów. Tak się uczą matematyki, algebry, logiki, fizyki, teorii obwodów.. wszystkiego.
Dzisiaj mieliśmy zaliczenie u pewnego wykładowcy. Uchodzi za wielkiego tępiciela na uczelni, a wynika to z tego, że nie potrafi prowadzić wykładów. Nie da się go słuchać po prostu. A testy układa takie szczegółowe, poza tym zagmatwanie sformułowane, że ja po przeczytaniu dwóch książek z tej dziedziny przed egzaminem nie byłem w stanie zaliczyć tego na więcej jak 3, pomimo, że rozumiałem wszystkie zagadnienia z 16 pytań na 18. I co? Byli ludzie, którzy podostawali 3.5, 4, bo mieli testy różne rozwiązane i uczyli się tak: pytanie takie - odpowiedź taka. Oni się uczyli jak małpy. Nawet nie rozumieją terminów które znajdują się w pytaniach.
Cały system nauczania i oceniania jest zjebany i to on prowadzi do tego, że poziom jest tak niski. Bo uważam, że ważniejsze jest żeby ktoś na prawdę zrozumiał parę podstawowych rzeczy związanych z każdym przedmiotem, niż nauczył się wpizdu schematów, które po tygodniu zapomni. A egzaminy powinny być ustne. Wszystkie. Tylko, że to wymaga też wykładowców na odpowiednim poziomie, a z tym jest niestety źle. Część jest po prostu głupia, a z tych, co są mądrzy, to tylko niektórzy traktują studenta jak człowieka i mają talent dydaktyczny.
Jedyny ratunek dla ambitnych studentów, to jakieś koła zainteresowań, jak ten KONAR u nas (KOło NAukowe Robotyków) - ci od kosiarki, gdzie studenci mogą pójść normalnie bez stresu i robić z jakimś prowadzącym który nie ma studentów w dupie jakąś konkretną rzecz, przy której nauczą się o wiele więcej, niż na tych zjebanych wykładach.
Recepta na naprawę
Sposób nauczania i egzaminowania na uczelniach wymaga dużych zmian. Tylko, że niestety dziekanami i rektorami zostają zramolałe dziadki, które już dawno zapomniały jak było na studiach i nie widzą tych problemów. Bo już od lat stoją po drugiej stronie katedry.
Ale to nie jest też takie proste, bo przede wszystkim trzeba by było jakoś ograniczyć ten tłum napływający do uczelni, bo jak nie ograniczysz to tak czy siak, na początku musiałby być przesiew. A jak ograniczysz, to się podniesie wrzask biednych maturzystów, że ograniczasz dostęp do edukacji.
Problem w tym, że ludzie na poziomie nie chcą często pracować na uczelniach, bo za mało zarabiają. Więc często wykładowcami zostają miernoty. Są też na szczęście tacy, co sobie dorabiają w prywatnych firmach jako konsultanci, a uczą w poczuciu misji. Szkoda, że takich mało.
Najgorsi są tacy, co mają dr, bo dr to każdy może mieć i wiedzą, że więcej już nie osiągną, więc wyładowują swoje frustracje na studentach.
Poza tym, często jest tak, że kończy taki ktoś studia i ... eee... nie wiem co ja mam w życiu robić, to ja może zostanę na uczelni i będę się doktoryzował, i potem jest taki dr z przymusu.
Tylko niestety nie za bardzo jest kim ich zastąpić. Z drugiej strony, jakby ograniczyć liczbę studentów o 80%, to można by było wyjebać i 50% wykładowców.
Tylko że ja bym się nie odważył wymyślić takiego systemu selekcji kandydatów na studentów, żeby zostawić tylko tych 20% najlepszych - tzn myślących. Bo siłą rzeczy - jakiego systemu sprawdzającego myślenie nie wymyśliłbyś, to niedługo po tym powstaną systemy ominięcia tego tak, żeby dało się po prostu wykuć i zdać.
Po co są studia?
Trochę mnie to denerwuje, że ze studiów zrobiły sie w dzisiejszych czasach takie kursy, tyle że 4- czy tam 5-letnie. Musisz pochodzić, coś tam się wyuczyć (co nie jest równoznaczne z nauczyć), zaliczyć, połazić, pomarudzić i dostajesz dyplom.
Studia nie są dla mnie jakąś tam możliwością zdobycia wartościowej wiedzy. Cenię je za to, że pokazują mi rzeczy o których nie wiedziałem i które mogą mi się przydać. Ale to akurat jest 10% ich treści. A robię je po to, żeby mieć papier.
No właśnie, papier. Jakby te papiery tak się nie upowszechniły, to nie byłyby dzisiaj tak konieczne. A teraz to jest błędne koło - coraz więcej ludzi ma papiery, więc ty też musisz. Dla mnie to nie jest normalne, że zdolny uczeń z elektryczniaka (tfu co ja mówię - z podstawówki) może wiedzieć więcej z informatyki niż 80% absolwentów uczelni wyższej, kierunku Informatyka oczywiście. Większość tych ludzi po informatyce będzie wiedziała tyle co inni ludzie po kursach komputerowych. To nie jest normalne, że np. brat mojego kolegi z roku, który jest teraz na 4 roku, nie jest w stanie pomóc swojemu bratu z tego samego kierunku z roku 2-giego w żadnym przedmiocie, bo z żadnego nic nie umie, chociaż wszystkie zaliczył.
Chciałbym żeby jeszcze kiedyś dyplom wyższej uczelni na prawdę coś znaczył, samo to, że go masz, żeby świadczyło o tym, że coś potrafisz. Ale niestety, to się chyba nie stanie. Bo teraz takie czasy, że czas goni i wszystko trzeba robić hurtowo. Hurtowo kształcić absolwentów, żeby potem hurtowo robili po 14 godzin w pracy. Co prawda będą się wypalać w wieku 35 lat, ale to nie szkodzi, bo będą nowe dostawy hurtowo robionych absolwentów.
A prawda jest taka, że tak naprawdę żeby prawidłowo wykonywać jakieś funkcje zarezerwowane dla menedżera po studiach nie trzeba mieć tych studiów, bo każdy średnio dobrze rozgarnięty ziomek mógłby się nauczyć zasad, którymi trzeba się kierować, żeby dobrze wykonywać robotę.
W ogóle, studia powinny być dla tych którzy chcą się zajmować nauką, tzn. pracą naukową. Taka powinna być definicja naukowca. Człowiek, który coś wymyśla, a nie robi odtwórcze rzeczy. A po studiach masz jednak tytuł naukowy. Ja mogę jeszcze zrozumieć że na studiach inżynierskich albo licencjackich jest takie podejście, bo to jest takie jakby ukierunkowanie zawodowe dla ludzi z ogólnym wykształceniem po liceach. Ale magisterskie powinny już wyglądać inaczej i wymagania powinny być inne.
| 9 komentarzy |
Śmierć medialna
Dlaczego miałoby mnie interesować konanie tej właśnie osóbki (zwłaszcza, że nawet nie jest świadoma co się z nią dzieje)?
Mało to ciekawszych zgonów każdego dnia?
| 1 komentarz |
Psycho
Miałem dzisiaj zajęcia z nią (jest moją..yy..wykładowczynią?). Parę gagów sytuacyjnych z tychże zajęć:
Pani: Nie chce mi się liczyć wyniku, to może podyktujcie..
Kolega 1: ...Y od s równa się omega kwadrat razy e do minus dwa t...
Pani: Cooo?! To wy tacy do przodu jesteście??! TACY MĄDRZY?!! TO PO CO JA TU W OGÓLE JESTEM!!! PO CO JA TU W OGÓLĘ UCZĘ?!! ZARAZ WAM ZROBIĘ KARTKÓWKĘ JAK Z WAS TACY GENIUSZE!!! (...)
Po skończonym jednym z przykładów
Kolega 2: Przepraszam, czy możemy zrobić teraz jakiś przykład z jakąś wyższą pochodną?
Pani: A ty co się tak wyrywasz, co? A może ja teraz chciałam zrobić właśnie taki przykład? BO WŁAŚNIE CHCIAŁAM! I PO CO SIĘ W OGÓLE ODZYWASZ?!!
Kolega 3 spojrzał w okno na chwilę..
Pani: A ty co??!! NUDZI CIĘ TO??!! TO WYJDŹ!!! NIKT CIĘ TU NIE TRZYMA!!! NO PROSZĘ - WYCHODŹ!!!
Wszyscy siedzą cicho i notują, Pani coś pisze na tablicy, nagle się odwraca i:
Pani: Co to za arogancja? Myślicie że ja nie czuję tej arogancji?! Wszyscy udajecie że wszystko wiecie?! A na pewno nie wiecie!! TACY MĄDRZY?!! ZARAZ WAM ZROBIĘ KARTKÓWKĘ I SIĘ SKOŃCZY!! (...)
Pani popełniła błąd na tablicy przepisując ze swojej kartki
Kolega 4: Przepraszam, tam chyba jest błąd, jest s do trzeciej a powinno być do drugiej..
Pani: Coo? Ty myślisz że ja błąd popełniłam?! Ja z kartki przepisuję, sama to robiłam, to na pewno jest bez błędu!! A w ogóle co to za burczenie pod nosem!
Trzy linijki niżej na tablicy wyraźnie coś zaczęło się nie zgadzać
Pani: Oj, chyba się pomyliłam wcześniej.. O, tu. Tu powinno być s kwadrat.. A wy co?! Zamiast mi normalnie powiedzieć to burczycie coś pod nosem! Ja to przynajmniej się potrafię do błędu przyznać!! (...)
I zwieńczenie, pod koniec wykładu
Pani: Bo ja jestem dobrym pedagogiem. Prawda, jestem?
Wszyscy zgodnym, fałszywym głosem: Taaak.
Pani: No, bo ja mam tytuł docenta, to tytuł dla nauczycieli, już wyższego się nie da. Dlatego mi go nadali, bo jestem takim dobrym pedagogiem.
Czemu wszyscy nauczyciele nie są tacy jak np. ten pan. Szkoda. Wielka szkoda.
| 2 komentarze |
| Starsze wpisy | Nowsze wpisy |
O bloguDziennik, który traktuję bardziej jako mój prywatny notatnik krótkich myśli niż jako narzędzie komunikacji z ludźmi. Dlatego dłuższe artykuły, w przeciwieństwie do wpisów Minibloga, ukazują się rzadko. |
|
Miniblog
Spamboty
21 stycznia 2009, 22:48:24
Ciekawe, jak bardzo (o ile w ogóle) zwiększyłaby skuteczność spambotów GG, gdyby zamiast jednej wiadomości ze spamem symulowały krótką, 4-6 wiadomościową rozmowę i dopiero wtedy atakowały spamem
Współczesne Eldorado
14 stycznia 2009, 12:51:43
Chyba powinienem założyć biznes związany z ciążą albo ślubem. Te branże to prawdziwe kopalnie złota pełne naiwnych konsumentów nie szczędzących grosza.
Emisja CO2 nowym pedofilem mediów
13 stycznia 2009, 14:07:59
Ostatnimi czasy zauważyłem, że emisja CO2 stała się nową moralną paniką.Smart alkies
22 grudnia 2008, 09:35:03
There's a link between a high IQ and developing alcohol problems.
What a convenient excuse! *gets another beer*