Dolnośląski Festiwal Antynauki
Wrocławska edycja Dolnośląskiego Festiwalu Nauki odbyła się w dniach 19-24.09.2008. Oficjalna strona DFN mówi, że
Chcielibyśmy, aby nauka nie była postrzegana jako hermetyczna, niedostępna i niezrozumiała. Chcemy przybliżyć jej tematy, problemy, które rozwiązuje, korzyści, jakie z niej płyną, pokazać jej postęp w różnych dyscyplinach oraz nowe kierunki, jak biotechnologia, nanotechnika i nanotechnologia. Nie unikamy spraw trudnych i drażliwych, a podejmowane tematy są odpowiedzią na ważne dylematy społeczne. W atrakcyjnej, zrozumiałej dla przeciętnego odbiorcy formie staramy się prezentować osiągnięcia nauki we wszystkich dziedzinach wiedzy.
Taaak, jasne. Cele szczytne, ale wykonanie jak zwykle. Jednak podczas Festiwalu, podobnie zresztą jak przez całą moją ścieżkę edukacji publicznej (która jeszcze się nie skończyła!), założenia były słuszne a wykonanie do kitu.
Strona WWW
Parę dni przed rozpoczęciem Festiwalu wszedłem na jego stronę domową, żeby wybrać sobie jakiś ciekawy zestaw wykładów, których warto by posłuchać. I tu pierwsze dwa rozczarowania:
Po pierwsze, w programie brak krótkiego na parę zdań opisu danej imprezy, jedynie sam temat. Ja rozumiem, że może on mówić wiele, ale dobrze byłoby rozwinąć temat w stylu "Poszukiwania nowej Ziemi" albo "Ekoreligia?". Zwłaszcza, gdy dana prelekcja koliduje z innym wykładem o temacie także budzącym zainteresowanie i także niewiele mówiącym.
Druga sprawa to brak możliwości wyświetlenia listy wykładów uporządkowanych chronologicznie. To ładnie, że w prawym górnym rogu strony widać kalendarzyk z zaznaczonymi dniami, w których odbywa się impreza, ale dobrze byłoby, gdyby poszczególne dni były klikalne i filtrowały wykłady tylko z danego dnia. Z tego co wiem, co najmniej dwie wrocławskie uczelnie mają pracowników naukowych zajmujących się zagadnieniami ergonomii. Szkoda, że nikt nie poprosił ich o rzucenie okiem na stronę WWW festiwalu, która, jak by nie było, jest jego wizytówką.
No ale przejdźmy do samych wykładów.
Superkomputer w każdym domu
Zjawiłem się na prelekcji Superkomputer w każdym domu. Na moje nieszczęście przeoczyłem informację, że wykład poprowadzi dr inż. Jerzy Kotowski. Miałem z nim zajęcia kiedyś na studiach -- i tu mała dygresja -- smutne jest, że pracownicy naukowi politechniki (którzy zmuszeni są prowadzić zajęcia ze studentami) nie wykazują żadnej inicjatywy w zakresie techniki przekazywania wiedzy. Nie mam nic do zarzucenia treści merytorycznej wykładu, jednak usypiający głos doktora Kotowskiego dawał się we znaki. Dlaczego wykładów nie można prowadzić na przykład tak? Albo chociaż na nasze lokalne warunki, dlaczego rada programowa Festiwalu nie mogła dogadać się z kimś, kto naprawdę ciekawie umie przekazać wiedzę, jak chociażby prof. Roman Galar?
No, ale może być gorzej. Po parudziesięciu minutach dr Kotowski skończył wykładać swoją część a jego miejsce zajął student Koła Naukowego Zastostosowania Inżynierii Komputerowej w Technice. Student z wadą wymowy. Jąkał się. Naprawdę ciężko słucha się czegoś takiego. To było tak męczące, że większość słuchaczy opuściła wykład w trakcie jego trwania.
Ewangelia według kobiety
Hm, może nie trafiłem po prostu z wykładem, może inne są lepsze. Pełen nadziei poszedłem na Ewangelia według kobiety prowadzony przez, niespodzianka!, mężczyznę. A dokładniej przez księdza profesora doktora habilitowanego Romana Rogowskiego. Ksiądz profesor... czytał swój wykład z kartki. Bardzo naturalnie. Jak student pierwszego roku na swojej pierwszej seminarce. Wytrzymałem może z 20 minut i papa.
Jak się odżywiać?
Wykładów w ramach Festiwalu miało odbyć się kilkadziesiąt. Dobrze, pomyślałem sobie, po dwóch złych doświadczeniach nie ma co oceniać całości. Zdecydowałem się pójść na kolejny -- Jak się odżywiać prowadzony przez dr inż. Ewę Przysiężną. To był najgorszy wykład ze wszystkich, na których byłem. Sala pękała w szwach. Zauważyłem, że licealiści i gimnazjaliści, pędzeni stadami z jednej festiwalowej imprezy na kolejną, tutaj naprawdę byli (początkowo) zainteresowani tematyką prelekcji.
Po czym pani doktor w nudny sposób zaczęła opowiadać nam, że istotną rolę w żywieniu odgrywa układ trawienny (no way!), że żeby połknąć to trzeba pogryźć (o rly?) i jeśli zaczyna odczuwać się suchość w ustach, to trzeba napić się wody (omg!).
Chcecie, żeby dzieciaki nie tyły? To na wykładach popularnonaukowych, na których rzeczywiście mogłyby się dowiedzieć czegoś ciekawego, nie opowiadajcie o budowie tłuszczów wielonienasyconych tylko... co i jak jeść!
Już nie mówiąc o tym, że stan wiedzy pani doktor był rodem wyjęty z lat 70, a od tamtego czasu sporo się zmieniło jeśli chodzi o zagadnienia związane z dietetyką. Kilkukrotnie pani doktor po prostu rozmijała się z prawdą.
Na początku miałem ochotę sprostować parę nieścisłości, ale po pierwszej próbie straciłem na to ochotę. Gdy mówiłem i nagle okazało się, że podważam to, co mówi pani doktor, zacząłem być uciszany przez nauczycielki, które przyszły z licealistami/gimnazjalistami. Co smutniejsze -- wbrew woli sali, z której dobiegały głosy 'Niech mówi, przynajmniej będzie ciekawie!'. No tak, kolejna znamienna cecha polskiego systemu edukacji. Jak ktoś śmie podważać światłą wiedzę spływającą z prowadzącego do niemądrej tłuszczy siedzącej na sali? Po co myśleć, wystarczy słuchać.
Młodzi o edukacji starszego pokolenia. Starsi o edukacji młodych.
Według programu dostępnego na stronie Festiwalu, pokaz ten miał się odbyć w auli Uniwersytetu Trzeciego Wieku (UWr). Przyszedłem o czasie, aula była zamknięta. Zszedłem do recepcji budynku i spytałem, czy może pokaz został gdzieś przeniesiony? Zostałem skierowany do dziekanatu. Poszedłem do dziekanatu z tym samym pytaniem, ale na miejscu dowiedziałem się, że 'O festiwal proszę mnie nie pytać, ja nic nie wiem'. Na pytanie 'A kto może wiedzieć?' odpowiedź była bardzo podobna: 'Nie wiem'.
Nie ma to jak dobra organizacja. Poszedłem do domu.
Ekoreligia?
Okazało się, że był to najlepszy wykład z tych, na których byłem w ramach Festiwalu. I to nie dlatego, że tematyka sama w sobie była jakoś wybitnie ciekawa. Po prostu została dobrze przedstawiona przez właściwego człowieka na właściwym miejscu -- ks. prof. dr hab. Bogdana Ferdka.
Na koniec
Oczekiwania względem Festiwalu przed jego rozpoczęciem miałem duże. Może zbyt duże, bo gdy człowiek naogląda się quality stuffu w necie, to potem twardo zostaje sprowadzony do poziomu lokalnego podwórka. Jednak uważam, że takim samym nakładem finansowym dałoby się Festiwal zorganizować o wiele lepiej. Zaczynając od strony internetowej (dla porównania -- strona Festiwalu Nauki w Warszawie), poprzez właściwe oznakowanie budynków i sal, w których odbywają się poszczególne imprezy, aż po właściwy dobór prelekcji.
I tutaj moja uwaga do rady programowej Festiwalu odpowiedzialnej za jego przyszłoroczną edycję. Nie sam temat się liczy, ważniejsza jest osobowość prowadzącego i sposób, w jaki przekazuje się wiedzę. Nie obrzydzajmy przyszłym studentom szkolnictwa wyższego. Nawet za cenę mniejszej ilości imprez warto byłoby wybrać osoby, które są w stanie zaciekawić słuchacza.
Jeśli celem Festiwalu naprawdę jest popularyzacja nauki, to nie róbmy z niego poligonu doświadczalnego dla jąkających się studentów z Kół Naukowych, bo wtedy nawet najlepszy temat zostanie koncertowo popsuty a słuchacze zanudzeni na śmierć.
Cóż, w takim razie do zobaczenia w przyszłym roku. Być może.
- Wcześniej: Nowy Idealny System Wyborczy (tm)
- Później: Genetyczny przedwczesny wytrysk
Świetna charakterystyka tegorocznych wykładów. Szkoda tylko, że przyszłoroczny festiwal zostanie prawdopodobnie przeprowadzony w taki sam sposób.