Kategorie: Linki | Media | Miniblog | Ogólne | Polityka | Pomysły | Życie |
Szukaj:

Dolnośląski Festiwal Antynauki

Opublikowano 27 września 2008, 20:40:32

Wrocławska edycja Dolnośląskiego Festiwalu Nauki odbyła się w dniach 19-24.09.2008. Oficjalna strona DFN mówi, że

Chcielibyśmy, aby nauka nie była postrzegana jako hermetyczna, niedostępna i niezrozumiała. Chcemy przybliżyć jej tematy, problemy, które rozwiązuje, korzyści, jakie z niej płyną, pokazać jej postęp w różnych dyscyplinach oraz nowe kierunki, jak biotechnologia, nanotechnika i nanotechnologia. Nie unikamy spraw trudnych i drażliwych, a podejmowane tematy są odpowiedzią na ważne dylematy społeczne. W atrakcyjnej, zrozumiałej dla przeciętnego odbiorcy formie staramy się prezentować osiągnięcia nauki we wszystkich dziedzinach wiedzy.

Taaak, jasne. Cele szczytne, ale wykonanie jak zwykle. Jednak podczas Festiwalu, podobnie zresztą jak przez całą moją ścieżkę edukacji publicznej (która jeszcze się nie skończyła!), założenia były słuszne a wykonanie do kitu.

Strona WWW

Parę dni przed rozpoczęciem Festiwalu wszedłem na jego stronę domową, żeby wybrać sobie jakiś ciekawy zestaw wykładów, których warto by posłuchać. I tu pierwsze dwa rozczarowania:

Po pierwsze, w programie brak krótkiego na parę zdań opisu danej imprezy, jedynie sam temat. Ja rozumiem, że może on mówić wiele, ale dobrze byłoby rozwinąć temat w stylu "Poszukiwania nowej Ziemi" albo "Ekoreligia?". Zwłaszcza, gdy dana prelekcja koliduje z innym wykładem o temacie także budzącym zainteresowanie i także niewiele mówiącym.

Druga sprawa to brak możliwości wyświetlenia listy wykładów uporządkowanych chronologicznie. To ładnie, że w prawym górnym rogu strony widać kalendarzyk z zaznaczonymi dniami, w których odbywa się impreza, ale dobrze byłoby, gdyby poszczególne dni były klikalne i filtrowały wykłady tylko z danego dnia. Z tego co wiem, co najmniej dwie wrocławskie uczelnie mają pracowników naukowych zajmujących się zagadnieniami ergonomii. Szkoda, że nikt nie poprosił ich o rzucenie okiem na stronę WWW festiwalu, która, jak by nie było, jest jego wizytówką.

No ale przejdźmy do samych wykładów.

Superkomputer w każdym domu

Zjawiłem się na prelekcji Superkomputer w każdym domu. Na moje nieszczęście przeoczyłem informację, że wykład poprowadzi dr inż. Jerzy Kotowski. Miałem z nim zajęcia kiedyś na studiach -- i tu mała dygresja -- smutne jest, że pracownicy naukowi politechniki (którzy zmuszeni są prowadzić zajęcia ze studentami) nie wykazują żadnej inicjatywy w zakresie techniki przekazywania wiedzy. Nie mam nic do zarzucenia treści merytorycznej wykładu, jednak usypiający głos doktora Kotowskiego dawał się we znaki. Dlaczego wykładów nie można prowadzić na przykład tak? Albo chociaż na nasze lokalne warunki, dlaczego rada programowa Festiwalu nie mogła dogadać się z kimś, kto naprawdę ciekawie umie przekazać wiedzę, jak chociażby prof. Roman Galar?

No, ale może być gorzej. Po parudziesięciu minutach dr Kotowski skończył wykładać swoją część a jego miejsce zajął student Koła Naukowego Zastostosowania Inżynierii Komputerowej w Technice. Student z wadą wymowy. Jąkał się. Naprawdę ciężko słucha się czegoś takiego. To było tak męczące, że większość słuchaczy opuściła wykład w trakcie jego trwania.

Ewangelia według kobiety

Hm, może nie trafiłem po prostu z wykładem, może inne są lepsze. Pełen nadziei poszedłem na Ewangelia według kobiety prowadzony przez, niespodzianka!, mężczyznę. A dokładniej przez księdza profesora doktora habilitowanego Romana Rogowskiego. Ksiądz profesor... czytał swój wykład z kartki. Bardzo naturalnie. Jak student pierwszego roku na swojej pierwszej seminarce. Wytrzymałem może z 20 minut i papa.

Jak się odżywiać?

Wykładów w ramach Festiwalu miało odbyć się kilkadziesiąt. Dobrze, pomyślałem sobie, po dwóch złych doświadczeniach nie ma co oceniać całości. Zdecydowałem się pójść na kolejny -- Jak się odżywiać prowadzony przez dr inż. Ewę Przysiężną. To był najgorszy wykład ze wszystkich, na których byłem. Sala pękała w szwach. Zauważyłem, że licealiści i gimnazjaliści, pędzeni stadami z jednej festiwalowej imprezy na kolejną, tutaj naprawdę byli (początkowo) zainteresowani tematyką prelekcji.

Po czym pani doktor w nudny sposób zaczęła opowiadać nam, że istotną rolę w żywieniu odgrywa układ trawienny (no way!), że żeby połknąć to trzeba pogryźć (o rly?) i jeśli zaczyna odczuwać się suchość w ustach, to trzeba napić się wody (omg!).

Chcecie, żeby dzieciaki nie tyły? To na wykładach popularnonaukowych, na których rzeczywiście mogłyby się dowiedzieć czegoś ciekawego, nie opowiadajcie o budowie tłuszczów wielonienasyconych tylko... co i jak jeść!

Już nie mówiąc o tym, że stan wiedzy pani doktor był rodem wyjęty z lat 70, a od tamtego czasu sporo się zmieniło jeśli chodzi o zagadnienia związane z dietetyką. Kilkukrotnie pani doktor po prostu rozmijała się z prawdą.

Na początku miałem ochotę sprostować parę nieścisłości, ale po pierwszej próbie straciłem na to ochotę. Gdy mówiłem i nagle okazało się, że podważam to, co mówi pani doktor, zacząłem być uciszany przez nauczycielki, które przyszły z licealistami/gimnazjalistami. Co smutniejsze -- wbrew woli sali, z której dobiegały głosy 'Niech mówi, przynajmniej będzie ciekawie!'. No tak, kolejna znamienna cecha polskiego systemu edukacji. Jak ktoś śmie podważać światłą wiedzę spływającą z prowadzącego do niemądrej tłuszczy siedzącej na sali? Po co myśleć, wystarczy słuchać.

Młodzi o edukacji starszego pokolenia. Starsi o edukacji młodych.

Według programu dostępnego na stronie Festiwalu, pokaz ten miał się odbyć w auli Uniwersytetu Trzeciego Wieku (UWr). Przyszedłem o czasie, aula była zamknięta. Zszedłem do recepcji budynku i spytałem, czy może pokaz został gdzieś przeniesiony? Zostałem skierowany do dziekanatu. Poszedłem do dziekanatu z tym samym pytaniem, ale na miejscu dowiedziałem się, że 'O festiwal proszę mnie nie pytać, ja nic nie wiem'. Na pytanie 'A kto może wiedzieć?' odpowiedź była bardzo podobna: 'Nie wiem'.

Nie ma to jak dobra organizacja. Poszedłem do domu.

Ekoreligia?

Okazało się, że był to najlepszy wykład z tych, na których byłem w ramach Festiwalu. I to nie dlatego, że tematyka sama w sobie była jakoś wybitnie ciekawa. Po prostu została dobrze przedstawiona przez właściwego człowieka na właściwym miejscu -- ks. prof. dr hab. Bogdana Ferdka.

Na koniec

Oczekiwania względem Festiwalu przed jego rozpoczęciem miałem duże. Może zbyt duże, bo gdy człowiek naogląda się quality stuffu w necie, to potem twardo zostaje sprowadzony do poziomu lokalnego podwórka. Jednak uważam, że takim samym nakładem finansowym dałoby się Festiwal zorganizować o wiele lepiej. Zaczynając od strony internetowej (dla porównania -- strona Festiwalu Nauki w Warszawie), poprzez właściwe oznakowanie budynków i sal, w których odbywają się poszczególne imprezy, aż po właściwy dobór prelekcji.

I tutaj moja uwaga do rady programowej Festiwalu odpowiedzialnej za jego przyszłoroczną edycję. Nie sam temat się liczy, ważniejsza jest osobowość prowadzącego i sposób, w jaki przekazuje się wiedzę. Nie obrzydzajmy przyszłym studentom szkolnictwa wyższego. Nawet za cenę mniejszej ilości imprez warto byłoby wybrać osoby, które są w stanie zaciekawić słuchacza.

Jeśli celem Festiwalu naprawdę jest popularyzacja nauki, to nie róbmy z niego poligonu doświadczalnego dla jąkających się studentów z Kół Naukowych, bo wtedy nawet najlepszy temat zostanie koncertowo popsuty a słuchacze zanudzeni na śmierć.

Cóż, w takim razie do zobaczenia w przyszłym roku. Być może.

Wasze komentarze:

Świetna charakterystyka tegorocznych wykładów. Szkoda tylko, że przyszłoroczny festiwal zostanie prawdopodobnie przeprowadzony w taki sam sposób.

Bonifacy

27 września 2008, 21:54:25

1.

A, to widze ze Krakowski Festiwal Nauki nie jest odosobniony :/

Chris Trynkiewicz

28 września 2008, 00:42:31

2.

Przypomniały mi się "potknięcia" gliwickiego Festiwalu Nauki i Multimediów Abstract, firmowanego obecnie przez wydział Automatyki, Elektroniki i Informatyki Politechniki Śląśkiej...
Wygląda na to, że ogólna marność jest stałą przypadłością tego typu imprez.

bounty_hunter

28 września 2008, 03:37:24

3.

"Chciałoby się wielkich rzeczy, a tu pospolitość skrzeczy". Chyba się TEDa nie spodziewałeś?
Wykład z ekoreligii nie był taki piękny jak go opisałeś. Ksiądz miał wyraźnie spaczony sposób postrzegania świata (surprise!) i z góry założył, że jego słuchacze mają podobnie. Poza tym używał katolickiej nowomowy, którą maskował brak logicznych argumentów (also surprise!).
No i dlaczego w całym tekście nie ma ani jednej wzmianki o mnie?? ;)

Widget

28 września 2008, 04:19:13

4.

Cóż za polski artykuł - idealnie pokazuje mentalność autora. Same niedoskonałości i narzekanie. Brawo. Przykre, że autor nie trafił, nie chciał trafić, lub nie chciał powiedzieć nic o pozytywach imprezy. A może autor mając tyle wspaniałych doświadczeń i pomysłów zechce za rok uczestniczyć w organizacji.


Zgodzę się, że Festiwal jest za duży (za wiele imprez, wiele z nich o średniej jakości). A może wykładowcy we wrocławskich uczelniach są tacy (nudni i leniwi) i nie są w stanie mówić ciekawie, a jak ktoś umie (np. prof. Galar) to mu się nie chce za darmo prowadzić imprezy Festiwalowej. Jest wiele imprez i wielu prowadzących ... i każdy prowadzi to ze własnej woli, w ramach wolontariatu. Każda uczelnie chce pokazać tak dużo jak się da. i pokazuje ... niestety nierzadko nie jest to tak interesujące. Ale ... czy naprawdę nie ma nic pozytywnego w Festiwalu.

To go zlikwidować - w zasadzie nie organizować w kolejnym roku. Ja jestem za likwidacją ... jak ma być tak postrzegany to lepiej by go nie było.

ag

28 września 2008, 10:44:33

5.

@ag Festiwal Nauki prowadzony przez dużą uczelnię z *założenia* nie powinien schodzić poniżej pewnego poziomu. Tu nie ma "prowadzi za darmo, więc można mu odpuścić". To są wszystko zawodowcy -- tak w byciu naukowcami (co oznacza, że mają być na bieżąco ze swoją dziedziną), jak i w prowadzeniu wykładów (uczelnia im za to płaci). *Dodatkowo*, ponieważ festiwal jest jednak popularnonaukowy, prelegenci powinni potrafić wybrać ze swojej dziedziny interesujące i aktualne fragmenty, po czym przedstawić je w sposób interesujący dla niestudenckiej publiczności. I tylko ludzie spełniający wszystkie te kryteria powinni być dopuszczani do prowadzenia czegokolwiek. Zmniejszyło by to znacznie ilość wykładów i znacznie podwyższyło ich jakość (poza wpadkami, zapewniłoby nie schodzenie poniżej pewnego sensownego poziomu).

P.S.
Pomijam tutaj kwestię tego, czy (a) cała kadra naukowa spełnia dwa pierwsze wymogi, mimo, że w teorii musi (nie mam żadnych danych na temat stanu kadry polskich wyższych uczelni, więc się nie będę wypowiadał) oraz (b) czy przy obecnej strukturze polityczno-organizacyjnej uczelni odpowiednia selekcja w ogóle jest wykonalna (znowu -- brak danych).

mmazur

28 września 2008, 18:13:13

6.

To ja jeszcze nawiążę do "polskości" artykułu.

Po pierwsze, przecież autor zauważył kilka pozytywów: pochwała zawartości merytorycznej pierwszego wykładu oraz całego wykładu "Ekoreligia?".

Po drugie, podał konkretnie dlaczego większość obejrzanych wykładów uważa za kiepskie oraz nadmienił w jaki sposób można je w przyszłości poprawić. To zdecydowanie była przydatna, konstruktywna krytyka, z której warto wyciągnąć wnioski, a nie się obruszać.

Po trzecie, jak widać powyżej, było się do czego przyczepić. Zrozumiałbym komentarze o "typowej polskiej mentalności", gdyby autor zauważył kilka drobnych niedociągnięć ogólnie fantastycznej imprezy i na ich podstawie wyprowadził niesprawiedliwą, miażdżącą krytykę. Z sympatii do idei organizowania tego rodzaju imprez wolałbym, żeby tak było, no ale cóż...

Odniosłem też wrażenie, że wg użytkownika/-czki ag jeśli ktoś sam nie (współ-)organizuje podobnego festiwalu, to nie powinien krytykować. Idąc tą drogą rozumowania, nie powinien krytykować filmów ten, kto sam nie jest reżyserem, itd. Czysty absurd. Mam jednak nadzieję, że tu już wyprowadzam nieco zbyt daleko idące wnioski co do intencji autora/-rki komentarza.

Pozdrawiam serdecznie!

fixxxer

28 września 2008, 18:45:31

7.

Komentator 'ag' chciał wymusić nieco szersze spojrzenie na problem (bo jest to problem) organizacji imprez Festiwalu. I nie chodzi tu o jakąś formę obrony tej imprezy.

Jakość Festiwalu zależy w niewielkim stopniu od samych organizatorów a w największym od kadry naukowej, która prezentuje (a przynajmniej powinna) naukę w sposób zrozumiały dla zwykłych ludzi. Organizatorzy wykonują wielką pracę by opanować wszystko logistycznie i informacyjnie. Jednak, i to podkreślam, raz jeszcze, jakość imprez zależy od wykładowców. Jestem za ograniczeniem Festiwalu za większą selekcją prowadzących imprezy, za odsianiem imprez nie-naukowych ... jednak w obecnej sytuacji politycznej na uczelniach jest to niezwykle trudne (każdy profesor uważa, że jego temat jest niezwykle ważny, jego sposób mówienia niezwykle zrozumiały; a to niekoniecznie prawda, delikatnie mówiąc; a profesorowi na uczelni nie można odmówić, więc jest na Festiwalu).

Na temat jakości polskiej nauki oraz schodzenia poniżej pewnego poziomu nie będę dyskutował - stwierdzę, że Festiwal doskonale to oddaje. Co z tego, że duża Uczelnia coś organizuje - to nie gwarantuje jakości. Zachęcam do przeanalizowania jakości polskiej nauki, a potem można się zastanawiać dlaczego imprezy na Festiwalu są nudne, czy niezrozumiałe.

Na koniec - autor artykułu pisze o nakładzie finansowym - czy ma jakąkolwiek wiedzę na temat mechanizmu finansowania Festiwalu oraz kwot. Czy wie ile kosztuje Festiwal we Wrocławiu,a ile w Warszawie. Moje spostrzeżenie - gdyby miał tą wiedzę, to by wiedział na jakie imprezy się wybrać. Dlaczego mając wcześniejsze doświadczenia z dr Kotowskim (jako student) wybiera się na jego wykład na Festiwalu - czy oczekuje, że prelegent nagle zmieni swoje 40-letnie doświadczenia. Mogło by być dużo ale...

Ja oceniam artykuł jako opinię o wybranych imprezach, i może fragmentarczyne wnioski na temat całości.

ag

28 września 2008, 19:11:21

8.

Jeszcze jedno wobec opinii o stronie www.festiwal.wroc.pl . Zadałem sobie trud przeklikania się.

Imprezy na stronie wyświetlają się chronologicznie. Trzeba tylko chcieć to zauważyć (jak impreza ma kilka terminów to uwzględniany jest termin pierwszego wystąpienia imprezy). Jest rozbudowana wyszukiwarka, pozwalająca na szukanie względem, m.in: miejsca, daty, uczelni, tematyki, słów kluczowych, formy imprezy ... i jeszcze kilku. Może strona nie kładzie na kolana, to spostrzeżenia autora są chyba zbyt pobieżne.

Na temat strony Festiwalu warszawskiego i porównywania jej ze stroną festiwalu dolnośląskiego nie chcę się wypowiadać.

ag

28 września 2008, 19:21:11

9.

artykul rzeczywiscie w sposob subiektywny krytykuje pewnie niedociagniecia DFN-u. W jego obronie moge dodac, ze
1. pracownicy na uczelniach nie sa zatrudniani i sprawdzani pod wzg. zdolnosci edukacyjnych. Zatem ten problem nie dotyczy tylko DFN-u lecz rowniez innych projektow i programow realizowanych przez Uczelnie w Polsce. Trudno wiec winic wykladowce o "brak talentu" dydaktycznego czy o brak "zaciecia" dydaktycznego; skoro nikt nigdy od wykladowcy tego nie wymagal ani tez nie nagradzal tych praownikow, ktorzy przykladaja sie do zajec.
2. Trudno odmowic profesorom prawa do dzielenia sie wlasna wiedza i zainteresowaniami nawet jesli robia to w sposob "niemedialny"
3. Rzeczywiscie w wielu przypadkach festiwal = grupy mlodziezy licealnej nieco przymuszane do obecnosci na salach wykladowych. Ale czy to jest rzeczywiscie zly pomysl. W ten sposob mlodzez przed matura moze sprawdzic czy ten typ szkoly jej odpowiada.
4. Wyklady same zazwyczaj sa teoretyczne; gdy szukamy "atrakcji" i "zaciecia" trzeba pojsc na pokazy. POKAZY to cel festiwalu. Nie wyklady. Zatem tam rzeczywiscie sie cos dzieje i tam polecam chodzic, zapisywac sie itp. Wylady maja stanowic tylko wprowadzenie lub maja miec role informujaca.

gusiek

02 października 2008, 09:44:37

10.

lepiej późno niż wcale
wolontarystyczne festiwale nauki przedstawiają realny ich poziom
więc nie dziwmy się temu co się dzieje
ZA DUŻA PODAŻ WOBEC POPYTU
ALBO COŚ INNEGO

eD

23 listopada 2008, 18:33:40

11.

Dodaj komentarz: